Obserwatorzy

poniedziałek, 23 lutego 2015

Rimmel Natural Bronzer 020 Sunshine ...

Cześć Dziewczyny!
Dzisiaj przychodzę do Was z kolejnym postem. Dzisiaj napiszę Wam o bronzerze ''Natural Bronzer'' z Rimmela. Bronzery to produkty wobec których nie mam wielkich wymagań. O ile kolor się zgadza, wykończenie jakiego na daną chwilę potrzebuje i o ile nie robi plam to jest ok:). A więc zapraszam do czytania...
Producent:
Marka Rimmel teraz proponuje puder Natural Bronzer wzbogacony o cząsteczki rozpraszające światło, które optycznie wygładzają cerę. W składzie zawiera witaminę E, filtr UV SPF15, kojący i nawilżający wyciąg z aloesu oraz minerały. Natural Bronzer nazywany jest także "słońcem zamkniętym w pudełku", gdyż nie tylko podkreśla istniejącą już opaleniznę, ale także świetnie imituje ją, gdy jej jeszcze nie ma – zdrowo, bez narażania skóry na działanie promieni UV. Chroni, pielęgnuje i koi cerę.
Moja opinia nie będzie zbyt długa na temat tego produktu. Powiem tylko że od pewnego czasu wpadł mi w oko i trafił w końcu do mojego koszyka. Nie jestem jakąś mega fanką Rimmela ale każda firma ma swoje lepsze i gorsze produkty. A więc na wstępie zacznę od tego że opakowanie jest takie średnie,a le w sumie nie ma co za bardzo się tego czepiać. Produkt jest dostępny w kilku odcieniach więc każdy znajdzie coś dla siebie. Bronzer ma fajne aksamitno rozświetlające wykończenie dzięki drobinkom które zawiera. Nie jest to tandetny pudrowy wręcz piaskowy produkt z chamskim brokatem. Wszystko wygląda subtelnie i naturalnie. Przepięknie można nim stworzyć naturalną opaleniznę. Nie robi plam i świetnie utrzymuje się na skórze. Drobinki fajnie wyglądają i ładnie odbijają światło. Efekt końcowy jest taki że skóra wygląda na wypoczętą i zdrową, rozpromienioną. Będzie to świetny produkt na lato bo podkreśla też pięknie już osiągniętą opaleniznę. Zawiera wyciąg z aloesu ,minerały, witaminę E oraz filtry. Jak dla mnie bardzo fajny produkt do rozświetlającego makijażu.
Nigdy nie przepadałam za produktami zawierającymi drobinki ale jednak warto mieć taki produkt w kosmetyczce. I powiem szczerze że jego zakup był dobrym pomysłem.
Kolorek jaki wybrałam to 020 Sunshine. Jest w pięknym złotym odcieniu. Uwielbiam takimi kolorami podkreślać swoją twarz. Myślę że jak na razie będę często po niego sięgać:).
Dajcie znać czy go macie:).

sobota, 21 lutego 2015

REVLON PhotoReady w kompakcie...

Cześć Kochane!
Na wstępie zapytam Was jak radzicie sobie w tym strasznym sezonie? Ja ostatnio zostałam znokautowana przez grypę i powiem szczerze że już dawno choróbsko nie dało mi aż tak w kość. Czas trwania choroby był bardzo długi. Zrobiłam sobie totalną przerwę od wszystkiego. Nie robiłam zapisów ,zjazd w szkole też musiałam opuścić. Jednak wracam już do zdrowia ,czuje się lepiej i mam nadzieję że obędzie się bez żadnych przykrych powikłań. I powiem Wam szczerze że czasami taka choroba jest nam potrzebna, bo zwalniamy i zaczynamy myśleć chociaż przez chwile tylko o sobie. A więc z racji tego iż powracam do żywych postanowiłam przysiąść do posta:). 
Dzisiaj napiszę Wam troszkę o podkładzie w kompakcie REVLON PhotoReady... Jeżeli jesteście ciekawe to zapraszam do recenzji...
Najpierw kilka słów od producenta. 

Revlon PhotoReady Compact Makeup czyli podkład oparty na technologii High Definition. Jest to najnowszy produkt z linii PhotoReady, czyli z linii podkładów rozpraszających światło i sprawiających, że cara ma wyglądać naturalnie przy każdym oświetleniu.

Podkłady dają pudrowe wykończenie. W przeciwieństwie do tradycyjnego podkładu w słoiczku, ten daje niemalże matowe wykończenie makijażu. Delikatne, bardzo drobne połyskujące cząsteczki są widoczne tylko przy dokładnym przyjrzeniu się twarzy i to pod światło. Zatem jeśli tradycyjny PhotoReady wydaje Ci się zbyt połyskujący to z kompaktu będziesz na pewno zadowolona.

PhotoReady w kompakcie minimalizuje widoczność rozszerzonych porów, dzięki czemu cera wygląda na bardziej świeżą i wypoczętą. Podkład doskonale stapia się ze skórą, zapobiegając powstaniu efektu maski. Cera jest ujednolicona a niedoskonałości zakamuflowane. Jednym słowem - prawdziwy efekt glamour.

Podkład umożliwia stopniową gradację krycia - od naturalnego wyrównania koloru po mocniejsze krycie. Nie będzie to jednak tak mocne krycie jak w przypadku tradycyjnego Revlon Colorstay.

Na podkład nałożone są specjalne ekrany (siateczka), które zmieniają konsystencję kosmetyku na płynną dzięki czemu łatwiej jest rozprowadzić podkład. Ponadto ekran zapobiega nabieraniu zbyt dużej ilości kosmetyku na gąbeczkę.
Ekran można wyjąć jeśli komuś trudno się do niego przekonać. Ekran jest w postaci ramki nakładanej na podkład.
Podkład w kompakcie polecany jest do cery normalnej, mieszanej.



Cena: 69,90zł / 10g


Opis producenta jest tak obszerny że teraz mam wyzwanie. Podkłady w kompakcie mają to do siebie iż mają bardzo kremową i nawilżającą konsystencję. Więc osoby które lubią podczas dnia czuć nawilżenie powinny się z nim polubić. Ja już pomału zaczęłam uzupełniać kuferek ponieważ wielkimi krokami zbliża się sezon ślubów , komunii i również wielu letnich imprez. Po ostatnim sezonie zauważyłam że najwięcej idzie u mnie podkładów. I nie wystarczy mieć kilka tonów danego produkty aby je móc wymieszać i kolor dopasować. Miałam okazję malować wiele kobiet i to wcale nie jest takie proste. Przychodziły do mnie kobiety z takim odcieniem cer że naprawdę nie wystarczyłyby tutaj podstawowe kolory. Mam stałe klientki które mają wręcz pomarańczowy odcień skóry więc podkład też musi być odpowiedni. Dobrze że zawsze w pogotowiu mam sporą gamę kolorów. Wpadł mi teraz właśnie w oko ten podkład z Revlonu. Kolorek ma właśnie taki jakiego poszukiwałam. 

A więc zaczynając od mojej opinii to podkład znajduje się w typowym dla kompaktów opakowaniu. W komplecie znajduje się również gąbeczka do jego aplikacji, jednak ja z niej nie korzystam ponieważ mi nie odpowiada. Co mnie najbardziej zaskoczyło to siateczka zabezpieczająca produkt. Sprawia że po dotknięciu dopiero podkład jakby się topi i zmienia w płynną konsystencję. Podkład jest naprawdę kremowy i bardzo przyjemny w aplikacji. Dobrze stapia się ze skórą, nie zapycha, nie podrażnia. Krycie ma bardzo fajne które możemy spokojnie budować. Porównując go do tej wersji z pompką to faktycznie nie rozświetla on tak nachalnie. Ma matowo aksamitne wykończenie. Drobinki są bardzo subtelne i praktycznie niezauważalne. Przypudrowany utrzymuje się cały dzień chociaż już nie tak w idealnym stanie jak jego brat Colorstay który zastyga. Jednak na cerach które nie mają większych problemów wygląda przepięknie. W podkładach Revlon podoba mi się właśnie to iż mimo posiadania filtrów nie odbijają światła i ładnie wyglądają na zdjęciach czy w kamerze. 
Czy ma jakieś wady? Owszem.
Pierwszą wadą jest to że taki produkt nie jest zbyt higieniczny a najlepiej niestety współpracuje z ciepłem dłoni. Czyli zmienia swoją konsystencje tylko po kontakcie z naszymi palcami. Z gąbką już nie było tak gładko. Jednak za każdym razem kiedy mam wsadzić w niego palucha po prostu dezynfekuje go skinseptem (palec).
Druga rzecz to cena za 10g produktu. Nie oszukujmy się ale taka ilość bardzo szybko się zużywa. Jednak ja mam trzy swoje stałe klientki w tym kolorze cery i myślę że trochę mi posłuży. Chociaż coraz więcej mi ich przybywa:). Opakowanie też nie jest jakoś super hiper wykonane. Jest średnie, bardzo średnie. Co jednak nie zmiania faktu że Revlon ma naprawdę produkty dobrej jakości. I akurat tutaj najbardziej stawiam na zawartość bo podkład naprawdę jest warty uwagi. Szczególnie na takie okazjonalne wyjścia warto go mieć w kosmetyczce:). Zawsze stawiam na to aby makijaż u klientki wytrzymał całą noc. Zawsze są zadowolone. Niektóre są tak hardkorowe że noszą go jeszcze na drugi dzień. Oczywiście mówię tutaj ogólnie o makijażu więc wierzcie mi na słowo.

Dajcie znać czy go macie i lubicie:).

poniedziałek, 9 lutego 2015

Jak wyciszyć trądzik? Dobre proste i skuteczne sposoby.

Cześć Dziewczyny!
Dzisiaj przychodzę do Was z dość długo odkładanym postem. Jednak teraz nim zabiorę się do konkretnej recenzji chcę być w stu procentach pewna działania danych produktów. Bez sensu byłoby gdybym zachwycała się nad produktem który użyłam raz czy dwa ,ponieważ tak naprawdę dopiero po czasie wychodzi szydło z worka o czym nie raz się przekonałam. A wiec dzisiaj napiszę o tym jak zminimalizowałam swoje problemy związane z trądzikiem. I nie trwało to tydzień czy miesiąc. Moja droga była długa nim znalazłam się w miejscu w którym teraz jestem. Eksperymentowałam ,kupowałam kosmetyki bez zastanowienia, brałam również antybiotyki. Trądzik się tylko nasilał. Kiedy poszłam do szkoły kosmetycznej wiele się nauczyłam ,szczególnie o tym jak trudno jest leczyć trądzik u osób dorosłych. Trądzik osób dorosłych to choroba przewlekła i nie da się tego wyleczyć z dnia na dzień, ma to podłoże hormonalne... ciągnie się to za nami miesiącami a nawet latami. Cały proces można wyciszyć ale nasza cera i tak będzie podatna na tego typu zmiany. Przede wszystkim najważniejsze są składy produktów a nie etykieta ''krem na trądzik'' ,czy ''tonik silnie oczyszczający do cery trądzikowej''. Prawda jest taka że produkty z drogeryjnych półek ''niby'' przeznaczone do cer trądzikowych się absolutnie do nich nie nadają. Jest w nich bardzo dużo alkoholu co potęguje zmiany oraz wydzielanie sebum, bardzo podrażniają. Moje problemy z trądzikiem pojawiły się po urodzeniu dziecka, wcześniej nigdy nie miałam z nim problemów. Tym bardziej w tym wieku jest on cięższy do wyleczenia. Ten temat dla mnie to rzeka i mogłabym go ciągnąć w nieskończoność jednak w tym poście chcę Wam przedstawić produkty które naprawdę bardzo zmieniły stan mojej cery.

Od kiedy zaczęłam używać tych produktów i zauważyłam jak duża poprawa następuje ,obiecałam sobie że nie będę testować już nic nowego i zostanę przy tym co mi pomaga. Najpierw zaczęłam stosować krem z Laroche Posay Effaclar Duo+ i żel do mycia z tej serii... Zmiana była spora po tym kremie i mogę go naprawdę polecić. Jednak jeśli ktoś ma trądzik na podłożu hormonalnym to te zmiany co miesiąc będą powracać taka prawda i nie ma co się łudzić. Więc będziemy sobie cerę zaleczać że tak powiem ''do następnego razu'' ale cudów nie będzie. Mikro czy oczyszczanie też było fajne na chwile w moim przypadku. Kolejnym dobrym krokiem były kwasy. Zrobiłam szkolenie z Bandi i od razu kupiłam sobie zestawik. 
Jest to mieszanka trzech kwasów pirogronowego - azelainowego - salicylowego. Nie będę się dzisiaj rozpisywać na temat tych kwasów i innych ponieważ na ich temat pojawi się osobny post. Powiem jednak że po pierwszym zabiegu buzia była gładziutka i piękna , nie wysypało mnie tak jak to przewidywałam. Ten zabieg zaleca się powtarzać co tydzień i tak też robię. Po drugim już zabiegu miałam straszny wysyp, po trzecim jeszcze gorszy... Nasłuchałam się już o kwasach od osób które nie mają pojęcia o ich działaniu żeby ich nie robić bo cera się pogarsza itp... Bzdura! Jeśli pojawiają się wykwity to znaczy że nasza cera jest bardzo zanieczyszczona. Moja oczyszczała się do trzech miesięcy. Przyznam że sama miałam tego dosyć i chciałam to przerwać, jednak sama pamiętam obszerny wykład ze szkoleń aby to przetrzymać. W końcu cud stał się z dnia na dzień ,tak jak mnie wysypywało tak po kolejnym wykonanym zabiegu już nie pamiętam którym :P skóra powiedziała STOP! Oczyściła się i przestało mi już cokolwiek wyskakiwać. Za każdym razem przed miesiączką miałam podskórne grudki które długo się goiły, później przy owulacji było jeszcze gorzej. Od kiedy kwasy oczyściły mi cerę ''odpukać'' nie pojawia mi się praktycznie nic. Czasami wyskoczy mini pryszczyk ale to normalne. Goi się na drugi dzień. Nie tworzą się podskórne grudy co jest ogromnym postępem a wiem że będzie tylko lepiej. Zostało mi jeszcze kilka przebarwień ale kwasy robią swoje:).

Moimi kolejnymi produktami bez których nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji są:
żel z Laroche Posay Effaclar oraz krem Atoderm z Biodermy. Żel przepięknie zmywa cały makijaż, podkład ,cienie ,tusz. Nie podrażnia , nie uczula. Goi skórę i świetnie jest przeze mnie tolerowany. Kiedyś już pisałam o tym jak moja cera źle reaguje na demakijaż wykonywany micelami i wacikami więc znowu z tego zrezygnowałam i nie żałuje. Przechodząc do kremu z BIODERMY powiem Wam szczerze że nie miałam w planach aby używać go do twarzy. Od dziecka borykam się z AZS a sezon grzewczy szczególnie potęguje stany zapale na mojej skórze więc ten krem kupiłam do tych celów. Kiedy na forach internetowych zaczęłam czytać opinie na jego temat (nie wiem czemu mam tak że najpierw czasami coś kupię a później doszukuję się opinii:P) sporo osób wypowiedziało się iż bardzo pomógł w leczeniu trądziku. Krem jest do całego ciała jak i do twarzy. Ma tak cudowny skład że stwierdziłam iż może faktycznie coś w tym jest. Może być nawet stosowany od pierwszego dnia życia dziecka. Jest bardzo delikatny i bezzapachowy. Podczas kuracji kwasowej skóra była przesuszona więc taka dawka nawilżenia była jak najbardziej wskazana. Szczególnie skład bardzo mnie zachęcił który ma właściwości łagodzące, przeciwzapalne. Na początku jednak miałam mieszane uczucia co do tego kremu. Nie był tłusty, niby szybko się wchłaniał to jednak pozostawiał delikatny film. Nałożyłam go najpierw na noc a rano obudziłam się z tak fajną cerą że postanowiłam kontynuować jego stosowanie. Jest świetny przy zabiegach kwasowych, fajnie nawilża, nie są widoczne skórki podczas złuszczania i widzę jak fajnie wpływa na kondycję mojej cery. Świetnie sprawdza się pod makijaż.
Ostatnie produkty to Papka z Jadwigi i Serum Kolagenowe również z Jadwigi. Pamiętam jak papkę zamówiła mi moja wychowawczyni powiedziała że to świetny produkt. Ja już w nic nie wierzyłam po swoich przejściach. Jednak muszę przyznać że kiedy moja cera była w najgorszym okresie to ta papka że tak powiem ''doprowadziła mnie do ludzi'' przed tym jeszcze kiedy zaczęłam stosować kwasy. Papka zawiera mieszankę ziół i kamforę. Naprawdę jest to świetny produkt który możemy stosować punktowo lub w formie maski na całą twarz... Maska zastyga, można z nią iść spać a rano budzimy się ładniejsze:). Jednak to też jest raczej produkt awaryjny bo zmian w skórze nie przeprowadza na długo... Jak już powiedziałam hormony robią swoje. Kolejny produkt to serum kolagenowe... Fajnie rozświetla cerę ,głęboko nawilża i napina ją. Łagodzi również zmiany trądzikowe i zapobiega ich powstawaniu.

Podsumowując największe rezultaty dają tutaj kwasy ,żel i krem... Moja cera jest kapryśna, wystarczy że zmienię żel lub krem i już zaczyna robić się problem. Jednak wiem że kwasy zmieniły całkowicie funkcjonowanie mojej cery. Pory są odblokowane , sebum może swobodnie wydostać się na powierzchnię skóry, nie zapychając jej. Ponad to już w cale nie jest tłusta. Uregulowała mi się praca gruczołów. Pracuje tak jak powinna ponieważ złuszczam ją systematycznie i czuje wręcz jak oddycha. Plusem jest to że nie ma teraz dla mnie znaczenia jaki nałożę na siebie podkład. Nic mnie teraz nie zapycha i każdy praktycznie na tak fajnie przygotowanej skórze wygląda świetnie. W chwili obecnej moja skóra w ogóle nie wygląda jak trądzikowa tak ją sobie ładnie wyprowadziłam. Jednak pamiętajcie nie eksperymentujcie... Bo taka cera zawsze będzie miała skłonności do wyprysków więc uważajcie z kosmetykami. Trądzik osób dorosłych można wyciszyć ale nie wyleczyć. Chyba że na starość się od nas odczepi;). Im mniej kosmetyków do pielęgnacji używacie tym lepiej. I od razu powiedzcie NIE produktom drogeryjnym jeśli chodzi o cerę. Odżywianie też jest tutaj Ważne. Dostarczajcie codziennie organizmowi dobre zdrowe posiłki... I nie chodzi tutaj o garść suplementów. Po prostu gotujcie , jedzcie warzywa i owoce, pijcie soki. Jeśli Wasz organizm będzie zdrowy to Wasza skóra się Wam odwdzięczy i organizm też:). 

Nie rozpisywałam się tutaj dokładnie z danym kosmetykiem ponieważ będę chciała o każdym zrobić post:). Mam nadzieje że troszkę Wam się przyda to co dzisiaj napisałam i dajcie znać jak Wy sobie radzicie ze zmianami trądzikowymi.

piątek, 6 lutego 2015

AffiniMat Maybelline...

Cześć Dziewczyny...
Dzisiaj przychodzę do Was z moją recenzją podkładu który budzi u wielu kobiet skrajne emocje... Jedne go kochają a inne nienawidzą. Postanowiłam przetestować ten podkład i sprawdzić jak to naprawdę z nim jest. Jeżeli jesteście ciekawe mojej opinii o AFFINIMAT z Maybelline i tego jak z nim się obchodzić jeśli leży u was głęboko zakopany w półce po nieudanej próbie to czytajcie dalej;) ->
Zacznę od tego iż kupiłam ten podkład na promocji w Rossmanie w sumie to kupiłam dwa te same podkłady ponieważ zakochałam się w kolorze. Jest identyczny jak odcień mojej skóry. Oczywiście dalej moją miłością jest Revlon Colorstay ,jednak stwierdzając iż stan mojej cery bardzo się poprawił to nie muszę codziennie nakładać tak ciężkiej szpachelki :P. Sięgnęłam więc po niego z nadzieją że na co dzień będzie w sam raz. Kolor jaki wybrałam to 14 Creamy beige. Kończę już drugą tubkę więc mogę już sporo się na jego temat wypowiedzieć.
Pierwsze moje podejście do tego produkty nie skończyło się zbyt pozytywnie. Kolor oczywiście idealny, krycie też całkiem ok jednak całościowy efekt był fatalny. Pierwszy efekt to mokra skóra która powoli przechodzi w mat. Podkład nałożony pędzlem wyglądał strasznie sucho (pędzel był zwilżony), na całej buzi miałam placki suchych skórek i nawet peelingowanie tutaj nic nie pomagało. Moja skóra z natury jest tłusta łuszcząca się i mimo iż na co dzień jest to niewidoczne ponieważ skórę nawilżałam, peelingowałam i używałam odpowiedniego podkładu to jednak ten podkład akurat zrobił ze mnie mumię. 
Dobrze że należę do osób samokrytycznych i stwierdziłam że taki efekt to na pewno musi być mój błąd. Są różne metody aplikacji i akurat może pędzel nie nadaje się do tego podkładu? Tak jak Revlon idealnie wygląda nałożony pędzlem tak Affinimat się kompletnie do tej metody nie nadaje. Zaczęłam później wykonywać sobie zabiegi kwasami raz w tygodniu i moja skóra zaczęła się złuszczać i wtedy bojąc się jeszcze bardziej efektu postanowiłam jednak nałożyć podkład zwilżoną gąbką. Zdziwienie było spore bo podkład wyglądał dobrze. Nałożony wilgotną gąbką wygląda rewelacyjnie, naturalnie, nie podkreślił niczego czego bym nie chciała by podkreślał. Warto było dać mu szansę:).
Po długich tygodniach kuracji kwasowej kiedy skóra jest gładziutka ,makijaż z tym podkładem wygląda nieskazitelnie...
Co do opisu samego podkładu to zacznę od tego iż ma bardzo wodnistą konsystencję , jest też mało wydajny przez to. Ma chemiczny zapach bez żadnych sztucznych kompozycji co mnie zawsze uczula ,więc tutaj na plus. Mimo iż na początku jest wyczuwalny alkohol to absolutnie nie odczułam żadnych złych następstw. Podkład świetnie podpasował mojej cerze. Wiem że też sama pielęgnacja ma tutaj kluczowe znaczenie. Kiedy skóra jest odpowiednio pod niego przygotowana i jest odpowiednio zaaplikowany to wydaje się być na prawdę świetnym podkładem w dobrej cenie. Kolory są fajne bo można sobie dobrać taki z żółtymi tonami aby nie zrobić z siebie świnki. Mimo iż nie należy do podkładów które zastygają to przypudrowany Kryolanem trzyma się cały dzień. Nie odczuwam przesuszenia podczas noszenia go na buzi ani kiedy go zmywam. Skóra ma się dobrze. Dla sucharków pewnie się nie nada ale dla cer tłustych polecam:). Podkład jest w tubce co jest dość wygodne ,tylko należy uważać aby się nam nie wylał ponieważ jest jak woda. Producent zabezpiecza go sreberkiem wiec mamy pewność że podkład jest świeżutki i nikt tam w nim przed nami nie grzebał:).
Dajcie znać jak to u Was jest z tym podkładem bo ja jestem na plus:).


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...